Oczami Marianny...
Hej! Mam na imię Marianna i mam
23 lata . Można powiedzieć, że odniosłam już swój sukces życiowy, ponieważ z
rankingów wychodzi, że jestem najlepszą siatkarką na świecie. Gram w jednym z
hiszpańskich klubów i w reprezentacji Polski.
Ktoś mógłby powiedzieć, że powinnam być najszczęśliwszą osobą na
świecie. Czemu ja tak nie uważam? Otóż brakuje mi miłości. Dokładniej mężczyzny który mnie nią obdarzy.
Chciałabym mieć w końcu dziecko i rodzinę.
Niestety, nie jest to proste, ponieważ nie odnajdzie się od razu takiej
osoby. Mimo to dalej szukam i się nie poddaję. W pełni oddaje się pracy
zawodowej. Mam dwie najlepsze przyjaciółki: Samante i Jasmine. Kocham je jak
siostry.
Kilka dni później...
- Dalej Mari pośpiesz się, bo
taksówka już czeka!- krzyczała do mnie z salonu zniecierpliwiona Samanta.
Miałyśmy iść na imprezę z okazji wygranego meczu.
- Już idę!- odkrzyknęłam w biegu
zakładając czerwone trampki.- I o co się tak denerwujesz kochanie? - zapytałam Samanty.- Już jestem.- uśmiechnęłam się niewinnie.
- Czy ty wiesz ile się
szykowałaś!?- zapytała jedna z moich cudownych przyjaciółeczek. - Trzy godziny!
- Tylko trzy... pomyśl...mogły
być cztery- uśmiechnęłam się słodko.
- Boże, daj mi cierpliwość!-
powiedziała moja przyjaciółka głośno zwracając swoje oczy ku sufitowi.
- Oj, już się nie denerwuj!
Idziemy?
- Pewnie!- powiedziała Samanta. Po dokładnym zakluczeniu mojego ślicznego apartamentu wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy do klubu.
Oczami Cristiano…
Postanowiłem wyjść razem z
Mercelo, Pepe i Kaką na imprezę, ponieważ musiałem sobie znaleźć kolejną
panienkę na noc, ponieważ dawno żadnej nie miałem.
- Ronaldo streszczaj tą swoją
umięśnioną dupę!- krzyczał Marcelo w czasie gdy ja stałem przed lustrem i
wykonywałem ostatnie poprawki przy mojej fryzurze.
- Co się drzesz idioto?! Przecież
muszę jakoś wyglądać, nie?- wkórzyłem się. No
bo jakim prawem jakiś przygłup będzie mi przeszkadzał w byciu idealnym.

- Ta, i tak jesteś brzydki więc
co za różnica- powiedział Pepe.
Tia,
tylko, że to do mnie kobiety lgną jak ćmy do lampy.
- Wmawiaj sobie…- powiedziałem
pod nosem i wyszliśmy z domu. – Mówię wam, dzisiaj wyrwę taką dupę, że wam
kopary do ziemi opadną.
- Ta, oby tylko tobie nie
opadła…- powiedział pod nosem Kaka.
Gdy podjechaliśmy pod klub,
wysiedliśmy z taksówki i udaliśmy się do
wejścia. Udało nam się dostać bez
problemu, ze względu na to kim jesteśmy. Przecież Cristiano Ronaldo nie może
stać w kolejce -,- Zasiedliśmy od razu przy loży VIP-owskiej i zamówiliśmy od
sexownej barmanki drinki.
Oczami
Marianny…
W klubie jak zwykle była pełno
ludzi i bardzo duszno. Zamówiłyśmy z
dziewczynami nasze ulubione drinki i usiadłyśmy przy stoliku. Po wypiciu ruszyłyśmy na parkiet, gdzie po
chwili wyginałyśmy naszymi ciałami. Nagle poczułam jakieś męskie dłonie na
moich biodrach. Obróciłam się i doznałam szoku.
Przede mną stał Cristiano Ronaldo we własnej osobie.
- Zatańczysz?- zapytał
nonszalanckim tonem.
- Pewnie- uśmiechnęłam się do
niego. Poruszał się niesamowicie, mimo, że jest sportowcem. Po kilku w miarę
szybkich piosenkach nadszedł czas na wolną. Objął mnie swoimi dużymi dłońmi, a
ja założyłam mu moje na ramiona. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. Po chwili
jednak zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Wtedy go mocno od siebie
odepchnęłam.
- Ej, nie zapędzasz się czasem?!-
krzyknęłam na niego.
- Wiesz spodobałaś mi się. Może
skoczymy na szybki numerek?- spytał zadziornie się uśmiechając.
- Co ty sobie myślisz napalony
zboczeńcu?! Że jestem pierwszą lepszą?!
- Nie mów, że nie chciałabyś.
Przecież Cristiano Ronaldo das Santos Aveiro się nie odmawia.
- No co ty nie powiesz? A nie
wiesz, że z Marianną Lombardo się nie zadziera?- powiedziałam i strzeliłam mu z
liścia. Zamachnęłam przy okazji moimi długimi włosami mu prosto w twarz po czym
wyszłam z klubu, zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu.
Oczami Marcelo, Pepe i Kaki…
- O patrzcie jaką laskę Cris
wyhaczył.- Kaka.
- O zaczyna z nią tańczyć. –
Pepe.
- Ale dupa.- Marcelo.
- Ojj ja wam mówię ona nie jest
łatwa.
- Ojć, właśnie dostał w pysk!
Chacha!- wykrzyknęli równo piłkarze.
- Chyba dała mu kosza!
- Trzeba to oblać!- krzyknął Pepe
i zamówił kolejne drinki. Po minucie wrócił do nich zdenerwowany Ronaldo.
- Wiedzieliście jak mnie potraktowała!-
krzyknął zdenerwowany.
- Stary, pierwsza która dała ci
kosza! Właśnie to opijamy!- wykrzyknął Marcelo.
- Debile!- powiedział Cristiano i
napił się wódki.
Około godziny 3:00 postanowili
iść w końcu do domu, ponieważ nie było żadnych fajnych dziewczyn w klubie.
Kolejny dzień oczami Marianny…
Obudziłam się jak zwykle o
godzinie 6:00, ponieważ o 8:00 mam trening, a zanim ja się przygotuję to minie
trochę czasu. Poszłam wziąć zimny prysznic, który biorę każdego ranka na
ożywienie. Następnie dokładnie nasmarowałam się moim ukochanym balsamem
brzoskwiniowym i założyłam strój:

Był on oczywiście sportowy,
ponieważ uważam, że jest on najwygodniejszy i najbardziej odpowiedni jak na
sportowca. Zabrałam jeszcze moją torbę sportową na dół i zostawiłam przy drzwiach
wyjściowych. Szybko związałam jeszcze
włosy w luźnego kłosa na bok i poszłam do kuchni. Zrobiłam mojego
ulubionego malinowego shake’a i dwa
tosty z nutellą. Uwielbiam łakocie i nie potrafię się z tym kryć. Według
mediów, trenerów i dietetyków powinnam zachowywać odpowiednią dietę, ale moim
zdaniem jest to kompletnie niepotrzebne, ponieważ szybko spalam kalorię. Mam
idealną figurę, której wiele modelek może mi pozazdrościć. Zjadłam mój posiłek
bardzo powoli, ponieważ jak zwykle się ociągałam. Następnie sprawdziłam w
lustrze, czy na pewno dobrze wyglądam, ponieważ nigdy nie wiadomo gdzie czają
się paparazzi. Znowu pojawiłyby się artykuły na pierwszych stronach gazet:
"SŁYNNA SPORTSMENKA MARIANNA
LOMBARDO, GRAJĄCA W REPREZENTACJI POLSKI W SIATKÓWCE I KLUBIE HISZPAŃSKIM
KOMPLETNIE O SIEBIE NIE DBA!"
Już kiedyś się taki pojawił i
potem przez kilka tygodni musiałam przesadnie o siebie dbać i występować w
wielu wywiadach. Trzeba przyznać, że nie było to miłe.
Wyszłam z mieszkania po czym
dokładnie go zakluczyłam. Mam w nim w końcu sprzęt za minimum pięćdziesiąt
tysięcy. Potem zjechałam windą na dół i wsiadłam do mojego czerwonego Ferrari.
Skierowałam się w stronę hali na której zawsze trenujemy. Bardzo się zdziwiłam
gdy zauważyłam o wiele więcej drogich samochodów niż zwykle. Pomyślałam jednak,
że być może trener ma jakiś gości. Po ukazaniu specjalnego identyfikatora bez
problemu mogłam od razu pójść do szatni, aby się przebrać. Gdy otworzyłam drzwi
od razu rzuciły się na mnie dziewczyny z drużyny.
- Hej Mari! Słyszałaś z kim
będziemy dziś trenować?!- zaczęły mówić jak najęte.
- Hej dziewczyny, was też miło
widzieć!- odpowiedziałam z ironią.- Więc kto nas zaszczyci swą obecnością?- Jestem
kapitanką więc powinnam się wszystkiego dowiadywać jako pierwsza. A tu co…jak zwykle ostatnia się o wszystkim
dowiaduję.
- Z Realem Madryt!- wykrzyknęły
wszystkie równo szczęśliwe.
- Ronaldo zostanie moim mężem!-
powiedziała druga.
- Dziewczyny, czy mogę iść się w
końcu przebrać?- Byłam lekko zniecierpliwiona. Ma przyjechać Ronaldo, a czy on
po wczorajszym będzie mnie pamiętał? Oby nie, ponieważ mam zamiar udawać, że go
pierwszy raz na oczy widzę. Taką opanowałam strategię…
Na halę weszłam tradycyjnie
ostatnia. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w moją stronę, w tym jedno
czekoladowe niesamowicie przystojnego
bruneta.
- Marianna, jak zwykle spóźniona!
Czy ty masz zegarek?- krzyknął na mnie od razu trener.
- Bardzo przepraszam, ale moje
kochane przyjaciółeczki z drużyny przez praktycznie piętnaście minut gadały o
jakiś jak to nazwały „ ciachach” z Realu Madryt - zrobiłam tak zwane
cudzysłowie w powietrzu.-I nie chciały mnie wypuścić, abym mogła się przebrać.-
dziewczyny po moich słowach spaliły buraka i zapatrzyły się w podłogę. Chłopacy
z Realu zaczęli się tylko śmiać.
- Dobrze, więc Marianna, jak
wiesz gości u nas dziś Real Madryt.- zaczął trener.- Będziecie z nimi trenować
przez najbliższe pół roku…
- Ale po co? Oni grają w nogę, ja
w siatkę.- przerwałam trenerowi , za co spiorunował mnie wzrokiem.-proszę mówić
dalej.
- Będziecie z nimi trenować.
Tydzień na naszej hali, tydzień na stadionie. Zrozumiano?!
- Tak jest kapitanie!- Oznajmiłam
z udawanym uśmiechem. Przecież jak ja mam z nimi trenować. Przyznaję, grałam
kiedyś w piłkę nożną, ale było to sześć lat temu. Potem zainteresowałam się
siatkówką.
- Ustawić się w rzędzie na zmianę
chłopak-dziewczyna- chłopak.- wykrzyknął trener Realu. – Dziesięć kółeczek
wokół hali! Już!
Zaczęliśmy biegać. Ja byłam
pomiędzy Pepe a Marcelo.
- Hej, a ty nie jesteś tą
dziewczyną z klubu, która dała Ronaldo kosza?- zapytał Pepe w biegu.
- Nie wiem o czym mówisz.-
Udawałam, że nie wiem o co chodzi.
- To jest ona!- powiedział
Marcelo. Wszędzie ją rozpoznam! Jest moją boginią!- powiedział lekko zdyszany
trzymając rękę na sercu.
- Czemu od razu bogini?-
zapytałam zaciekawiona.- Żadna mu jeszcze kosza nie dała?
- Żadna, a tak przy okazji to się
przyznałaś!- wykrzyknął rozradowany Pepe.
- No dobra, przyznaje się.-
odpowiedziałam zrezygnowana. Tak dalej prowadziliśmy rozmowę o
moim „koszu”.
- Niech no cię wyściskam!- odpowiedział
przysłuchujący się naszej rozmowie Iker.
- Spoko, ale jak przestaniemy
robić kółka, a tak w ogóle to ile nam jeszcze zostało?
- No właśnie miałem wam
powiedzieć.- podrapał się z tyłu głowy bramkarz Realu.- Robicie już piętnaste
kółko.
- Że co kurwa?!- wykrzyknęliśmy
wszyscy równo i zaczęliśmy się śmiać. Dopiero teraz zauważyliśmy, że wszyscy na
nas patrzą. Dobiegliśmy wszyscy do reszty i znowu zaczęliśmy się śmiać.
- A wy jakie ciekawie tematy
mieliście, że zrobiliście dodatkowe kółka?- zapytał trener lekko zirytowany.
- Oto pierwsza dziewczyna, która
dała kosza Cristiano Ronaldo!- wykrzyknął Marcelo, po czym ja i Pepe
spojrzeliśmy na niego morderczym wzrokiem.- Ojć, czy ja to powiedziałem na
głos?- zapytał
się.
- Tak Marcelo!- wykrzyknęłam wściekła.
- Nie wierze! Pierwsza, która
kopnęła w dupę Ronaldo!- wykrzyknął Ramos. Co
za idioci…
Oczami Cristiano…
Nie mogłem już się doczekać tego
treningu z tymi siatkarkami, ponieważ jest to okazja, żeby wyhaczyć jakąś nową laskę. Gdy my już byliśmy na hali
one dopiero wchodziły. Były wielkie i potężne. Kompletnie nie w moim guście.
Ich trener zaczął nas zapoznawać, gdy w pewnym momencie przerwała mu przepiękna
dziewczyna wbiegająca bardzo szybko do hali. Domyśliłem się, że była jedną z
siatkarek, ale odróżniała się od nich. Miała góra metr osiemdziesiąt, idealną
figurę i cudowną urodę. Trener zaczął się na nią wydzierać, ale ona sprawiała
wrażenie jakby się tym nie przejmowała. Potem trzeba było robić kółeczka,
podczas których praktycznie w ogóle nie spuszczałem jej z oczu. Zaczęła rozmowę
z Marcelo i Pepe. Zazdrościłem im tego, ponieważ widać było, że znakomicie się
z nią dogadywali. Czy to możliwe, że się
powoli zakochuję? Nie… to niemożliwe, przecież miłość od pierwszego
wejrzenia nie istnieje! Tylko dlaczego miałem wrażenie, że już ją kiedyś
widziałem…
Potem się wszystko wyjaśniło. To
była ta, która dała mi wczoraj na dyskotece kosza. Przez nią musiałem dzisiaj
się lekko przypudrować, żeby nie było śladu po jej wczorajszym uderzeniu.
W szatni Realu Madryt…
- No stary, pierwsza, która dała
ci kosza!- wykrzyknął rozradowany Iker.
- Nie rozumiem dlaczego? Przecież
jestem Cristiano Ronaldo -,-
- A ona jest Marianna Lombardo!-
powiedział Benzema i wybuch śmiechem, a za nim reszta.
- O Cris, laska jak laska, będą
inne.- powiedział lekko zniecierpliwiony Ozil.
- Ale ona była inna.- Kurwa ja się chyba na serio zakochuje!
- Ronaldo się zakochał, Ronaldo
się zakochał!- zaczęli wykrzykiwać moi przyjaciele, a ja chciałem w tej chwili
zapaść się pod ziemię.
Tymczasem w szatni siatkarek…
- Ronaldo się zakochał, Ronaldo
się zakochał!- usłyszałyśmy krzyki chłopaków z ich szatni. O co z tym chodzi? „Ronaldo
się zakochał”
- To pewnie we mnie!- powiedziała
koleżanka, która miała na imię Elena.- Cały trening ze mną rozmawiał…-
powiedziała rozmarzona.
- Raczej we mnie! Cały czas się
do mnie uśmiechał!- powiedziała kolejna. Tak zaczął się ich konflikt. Ja nie
chcąc się w to włączać szybko poszłam pod prysznic, przebrałam się i pojechałam
do mojego mieszkania.
Proszę bardzo! Napisałam pierwszą część. Muszę przyznać, że siedziałam przy niej dwie noce i jeden dzień. Mam nadzieję, że się wam spodoba i skomentujecie :)
M.